O albumach CETi, które znam

Nie opisuję tu chronologicznie kolejnych albumów, gdyż ukazywały się one zupełnie inaczej niż je opisuję. Chronologiczne ich zestawienie przedstawiam na końcu tekstu.
Moja przygoda zaczęła się od "Demonów Czasu". Szukałem czegoś w starym, dobrym heavy stylu i znalazłem. Nie zawiodłem się na tym albumie. Teksty na plus, muzyka na plus. Album dzięki połączeniu wszystkich kawałków ma dziwnie spójną konstrukcję i stanowi doskonałą, uzupełniającą się całość. Czy umiałbym wyłonić jakiegoś faworyta na tej płytce? Na pewno "XIV - Nie Pytaj", zaraz potem "Atlantyda - Historia Zaginionej Oceanii", która jest melorecytacją, ale kawałek naprawdę ciekawy. Poza tym doskonała wersja "Komety Halley'a" i "Feniks" po prostu powalają. Zaraz wymienię chyba pozostałe tytuły, bo krążek pełen jest naprawdę wspaniałych utworów. Wszystkiego dopełnia teledysk do utworu "Feniks", dzięki któremu wszyscy mogą zobaczyć jak wygląda zespół prawie jak "na żywo", bo sądzę, że podczas koncertów wyzwalają z siebie więcej energii :). Jak pisałem we wstępie, album jest pełen heavy metalowych standardów poprzeplatanych ciekawymi klawiszami Marihuany.
"W Imię Prawa" to zupełnie inna bajka. Zreszta sam Grzegorz mówił, że był w tamtym czasie lekko zagubiony co do drogi muzycznej i tak powstał ten najdziwniejszy chyba w historii zespołu album. Ale nie ma co go tak od razu spisywać na straty. To prawda - teksty nie są najmocniejszą jego stroną, a i muzyka nie zawsze i nie wszystkim przypadnie do gustu. Musze się przyznać, że po pierwszym przesłuchaniu materiału byłem lekko zaskoczony. To ma być Kupczyk z CETi? Jednak po kilku przesłuchaniach coraz bardziej się do niego przekonywałem. Nie powiem, że ten album przypadł mi w stu procentach do gustu, ale i on ma w sobie pewien rodzaj dziwnego magnetyzmu. Co można polecić z tego krążka? Na pewno ciekawą wersję "Sztucznego Oddychania", dla wszystkich nienawidzących dyskotek (ja też się do nich zaliczam) świetnym hymnem jest "Koko Dżambo" wyśmiewający ten pusty świat pełen plastiku i udawanych póz. Poza tymi dwoma każdy pewnie znajdzie też coś dla siebie.
Kolejnym albumem, który sobie sprezentowałem była "Lamiastrata". Znowu wracamy do doskonałego w brzmieniu i swoim przesłaniu przwdziwego heavy metalu wspieranego instrumentami Marihuany. Teskty znów stoją na wysokim poziomie. Nie są banalne, jak niektóre z "W Imię...", są raczej w stylu tego co spotykamy na "Demonach...". Naprawdę dobry album. Posiadana przeze mnie wersja jest "przeplatana", to znaczy znajdują się na niej utwory zaśpiewane po polsku obok tych po angielsku. Co więcej o albumie? Muzycznie na pewno inny od dwóch pozostałych prezentowanych przeze mnie powyżej, bo zagrany w zupełnie innym składzie. Jedno trzeba Grześkowi przyznać - zawsze umiał dobrze dobrać muzyków, aby albumy CETi stanowiły muzyczne jedno :). "Lamiastrata" to dzisiaj już klasyk, a utwór tytułowy to doskonała namiastka własnej produkcji Grzegorza. Słowa i muzyka należą tutaj do niego i światnie mu wyszły. Z ciekawych kawałków wymienię jeszcze szybki i energetyczny "Harley's Soul", kolejną wersję "Sztucznego Oddychania" oraz "Kapłanów Kłamstwa". Pozycja obowiązkowa :).
W międzyczasie w mojej dyskografii pojawił się jeszcze materiał koncertowy z okazji 20 lecia działalności artystycznej Grzegorza pod tytułem "Grzegorz Kupczyk & Przyjaciele 20012000". Ciekawa pozycja, szczególnie ze względu na wykonane podczas koncertu utwory. Mimo nie najlepszej oprawy plastycznej (przez którą nabawiłem się lekkiego niesmaku co do rzeczy wydanych przez firmę OSKAR) muzycznie album prezentuje się wspaniale. Koncert doskonale zgrany i zawierający dobrze dobrany repertuar :). Ponieważ to materiał przeglądowy nie będę się dłuzej przy nim zatrzymywał :).
Najnowsze dziecko poznaniaków "Shadow Of Angel" powala... Ale zacznijmy od końca, czyli od moich obaw. Obawiałem się - album nie dość, że w całości wydany przez OSKAR, to jeszcze przez tę firmę miał zostać dostarczony. I w tym miejscu winny jestem oddać firmie OSKAR należne honory!!! Nie dość, że przesyłka dotarła do mnie w super ekspresowym czasie (około trzech dni!!!) to płyta wydana jest na bardzo wysokim poziomie. Żadnych zarzutów - brak jakichkolwiek błędów, grafiki tak doskonałe jak powinny być, jakaż ogromna zmiana od wydania "20012000". I jeszcze gdyby tego było mało na środku, na zdjęciu całego zespołu AUTOGRAFY Marihuany i Grześka. Po prostu bomba. Ale przejdźmy może do warstwy muzucznej. Co tu mamy? Totalny odjazd. Album to kolejny przykład czadowej jazdy CETi na gitary i klawisze:). Słucha się tego materiału bardzo dobrze, są kawałki, które od razu zapadają w pamięć. Dla mnie takimi są na pewno "The Body And Blood" oraz "Falcon's Flight". Ten pierwszy to bardzo ciekawie zrobiona ballada unplugged :). Materiał co prawda w przeważającej części balladowy, ale nie pozbawiony sekretnego kopa, który sprawia, że wciąż chce się naciskać play, kiedy tylko przeminą ostatnie dźwięki ostatniego kawałka. Album jest w wersji angielskiej, ale jako bonusy są cztery kawałki w języku polskim. Sądzę, że wybór tych własnie jest trafiony w stu procentach.
A teraz dajcie mi troche spokoju, bo znów chcę się zamknąć w swoim CETi świecie słuchając dźwięków wytwarzanych przez ten niepowtarzalny zespół.

Albumy CETi chronologicznie:
Czarna Róża - 1989
Lamiastrata - 1992 (reedycja 2002)
Extasy '93 - 1993 (reedycja 2002)
Rasizm - 1994
Maxi Promotion - 1995
W Imię Prawa - 1999
Demony Czasu - 2000
Prolog - 2002 (maxisingiel)
Shadow Of The Angel - 2003.